poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Marek Kozicki
Próba miediacji w sporze między Psem i Kotem
O sporze Markiewicza z Markowskim (Pochwała niekompetencji 1)

[...nie są gatunkiem wyizolowanym, który nie podlegałby wielkiej ogólnej propagacji i mieszania się genów. W związku z tym zarówno konsumenci jak i wyróżnieni konsumenci (badacze, krytycy, recenzenci, interpretatorzy) ulegają tej samej ewolucji czy deewolucji. Skraca im się przewód pokarmowy...]

Nie – kompetencja

Jest to cykl esejów, w którym zabierał będę głos w dziedzinach, na których się nie znam!? Nie pozostawiono mi wyboru: oba człony alternatywy: albo będę profesjonalny* albo będę milczał, są nie do przyjęcia - wybieram przestrzeń pomiędzy - jak zawsze, pomiędzy nieistniejącymi idealizacjami.


W pierwszym z tekstów zajmę się teorią literatury, czy szerzej literaturoznawstwem. Niech zabrzmi już na początku głos profesora Markiewicza, który sprowokował dwugłosową polemikę (nie wiem dlaczego tylko dwugłosową – może to taka intymna-medialna sprzeczka Mistrz-Uczeń). Zaskakująco już w pierwszej wypowiedzi Markiewicza w rozmowie przeprowadzonej przez Macieja Nowickiego i opublikowanej w numerze 32/2005 „Tygodnika Idei Europa” pojawia się usprawiedliwienie dla mojego nieprofesjonalnego głosu:

Patrzę z narastającą złością i bezradnością na bezmiar książek literackich i o literaturze. Przypomina mi się refleksja Irzykowskiego z czasów wojny, że książki przestały wychodzić i można w końcu nadrobić zaległości.
Produkcja w każdej dziedzinie piśmiennictwa się zwielokrotniła. Przed wojną badacz literatury mógł przeczytać bez trudu całą produkcję naukową - to było około 30 książek rocznie. Teraz mamy tych książek sto kilkadziesiąt .1

Cóż dopiero gdy chodzi o filozofa, który powinien być interdyscyplinarnym integratorem, wszystkich dziedzin, nie tylko humanistycznych.

Dodatkowym argumentem za głosami nieprofesjonalnymi są przetoczone po „Tygodniku Powszechnym” polemiki pod prowokacyjnym tytułem „Literatura czy literaturka”, na temat kondycji współczesnej literatury polskiej, gdzie niemal każdy z tytularnych profesorów polonistyki (gros głosów to głosy profesjonalne) deklarował, że nie czyta większości pozycji współczesnej literatury polskiej, mimo to stwierdzają, że jest ona miałka w porównaniu do tego, co drzewiej bywało.


Profesjonalizm idealny można by w tym kontekście zdefiniować tak: profesjonalizm umożliwiający zabieranie głosu w pewnej dziedzinie lub bardziej szczegółowej kwestii to znajomość, posiadanie antycypującej świadomości całej dyskusji (wszystkich tekstów źródłowych i krytycznych), która została opublikowana w danej dziedzinie lub w związku z dyskutowaną kwestią.
Takie podejście do profesjonalizmu wyklucza większość potencjalnych uczestników z dyskusji, także tych z tytułami mgr, dr, dr hab. i prof. w danej dziedzinie, a tym bardziej wszystkich wykształconych w innych dziedzinach zwykłych zjadaczy.


Ma to również inne daleko idące, negatywne - coraz bardziej widoczne konsekwencje: hermetyzowanie powoduje jałowienie całych dyskursów i dziedzin humanistyki. Proces ten ma także inne społeczne konsekwencje - odrywanie tych dziedzin i dyskursów od rzeczywistości i od ludzi. Ich legitymizacja jest kiepska. Jedyną jej formą jest istnienie w postaci piątej władzy – niereformowalnego, ziejącego trupim jadem Uniwersytetu.


Takie dyskursy czy też dziedziny teoretyczne, co widać dziś jak na dłoni, podlegają procesom rozkładu. Rozwijają się tylko te dziedziny humanistyki, których instrumentalnie używa rynek, ale rozwój ten ma w sobie tylko entuzjazm witalności powodowany pełnym napięcia dynamicznym naporem zewnętrznym, nie zaś prawdziwe wewnętrzne samoorganizujące się życie w ruchu. 
Dopływ „świeżej krwi” w postaci głosu spoza murów obronno-więziennych ma szansę być ożywczy, może, daj Boże, wywołać kryzysy (słowo niesłusznie uważane za pejoratywne - na pewno w humanistyce) pozwalające dokonywać korzystnych transformacji w obrębie murów. Interdyscyplinarna wymiana myśli, poddanie pod dyskusję roli literaturoznawstwa, jego jakości, celów - szerszej, nie wewnątrzgettowej, dyskusji, może wpłynąć na nie ożywczo.


Natychmiast ze skromnością przynależną dyletantowi stwierdzam, że ten tekst, jako głos spoza getta, nie ma takich ambicji ani potencjału. Powyższe rozważania dotyczyły możliwych, może lepszych światów.


Na marginesie można śmiało powiedzieć, iż jałowa mowa profesjonalizmu w polskiej humanistyce jest pokłosiem mówienia tylko w kontekście cudzego dzieła (najczęściej przyswojonego w najlepszym razie fragmentarycznie i/lub czterdzieści lat później), bez twórczego napięcia towarzyszącego odważnemu wychylaniu się, bez podejmowania ryzyka głosu mocnego, gotowego na przyjęcie kontrataku i odpowiedzialności za to, co się mówi, bez śmiałego głosu artykułowanego na własny rachunek, na własne ryzyko. Poprawność i akceptowanie przypisanego miejsca w hierarchii stwarzają atmosferę beznadziejną. Profesjonalista to komentator – piewca i strażnik cudzej myśli, języka i metody.
Każdy akt intelektualnej odwagi generujący ruch, jest szczególnie pożyteczny w kraju gdzie nie było Reformacji ani Oświecenia (gdzie ich głęboko nie doświadczono, nie przeżyto), nie mówiąc już o innych plugastwach schyłkowego świata.


Podjęty powyżej problem jest wielopłaszczyznowy i jego dalsze rozwijanie w tym miejscu rozsadziłoby ten tekst, a na pewno zdeformowało pierwotne jego założenia.        


Próba mediacji w sporze psa z kotem

Polemika Markowskiego z Markiewiczem składa się z trzech tekstów: O kryzysie literaturoznawstwa (rozmowy Nowickiego z Markiewiczem)  http://dziennik.pl/magazyny/europa/archiwum/artykul,69557.html ; tekstu Markowskiego Pochwała subiektywizmu http://dziennik.pl/magazyny/europa/archiwum/artykul,81320.html , będącego polemiczną odpowiedzią na pierwszy, oraz odpowiedzi na polemikę Markiewicza w postaci tekstu Spór psa z kotem http://dziennik.pl/magazyny/europa/archiwum/artykul,88602.html .
Nie mogę i nie chcę referować całości polemiki. Nie mogę również odnosić się do wszystkich tez i antytez wygłoszonych w tej dość rozbudowanej wymianie zdań. Spróbuję zwerbalizować jej jądro i je skomentować.


Co jest tym jądrem? Wydaje się, że jest nim (co oczywiste i tytułowe) spór o literaturoznawstwo w ogóle, który sprowadza się do sporu o interpretację. Kontekstem determinującym jest tu świat teorii literaturoznawczych oraz świat konsumentów zarówno literatury, jak i  konsumentów produkcji literaturoznawczej.

Kontekst światowy

Cóż po literaturoznawstwie i literaturze,  w czasie marnym/innym

Kultura poddana jest rynkowi. Stymulacja rynkowa kultury służy bardziej rynkowi, niż kulturze. Pojawiają się niewielkie, niewspółmierne do narzędzi rynkowych korekty ze strony zinstytucjonalizowanych redystrybutorów środków społecznych.

Utrzymywanie ośrodków bezwładniaczowych*: uniwersytetów, bibliotek, muzeów, teatrów i filharmonii narodowych itp.
Następuje w związku z rynkiem i geometrycznym postępem w komunikacji zmiana struktury konsumpcji kultury i wypadanie całych sfer z  przestrzeni konsumpcji.
Zamienniki dla tych wypadłych sfer częściowo nie pochodzą już z nich, następuje przejście do innego, bardziej rynkowo poręcznego zamiennika w danej sferze, albo redukcja zamiennika sferycznego do zamiennika obciętego modelu konsumpcji. To proces, który ma miejsce od wieków, a co najmniej od połowy dziewiętnastego wieku, przyspieszenie cywilizacyjne, rynkowe a głównie komunikacyjne powoduje natomiast, że wymykają się już nawet postrzeganiu a na pewno refleksji.

Krótki przewód pokarmowy konsumentów **

Interpretatorzy nie są gatunkiem wyizolowanym, który nie podlegałby wielkiej ogólnej propagacji i mieszaniu się genów. W związku z tym zarówno konsumenci, jak i wyróżnieni konsumenci (badacze, krytycy, recenzenci, interpretatorzy) ulegają tej samej ewolucji czy deewolucji. Skraca im się przewód pokarmowy. Nie tolerują produktów ciężkostrawnych. Potrzebują chorobliwie urozmaiconego jadłospisu, a innowacje trawią w tempie oszałamiającym. Ale właśnie dlatego trzeba im podawać zarówno tabletki skryte w papce, jak i przemycać pod osłoną ciężkostrawne kęsy (bacząc, aby nie utknęły im w gardle bądź by – rozpoznawszy – nie wypluli), aby pozostawały w krótkim przewodzie dłużej i trafiały im, uwierając i męcząc zarówno do rozumu jak do serca.
Trzeba starać się leczyć, nie popadać w chorobę twórczą, odpowiadającą na zapotrzebowanie rynku osobników o krótkim przewodzie pokarmowym.

Teoretycznoliterackie konteksty Markiewicza

Teorie porządne, budowane narastająco, tworzące najszerszą ramę i konstrukcję dla uprawiania literaturoznawstwa i w konsekwencji, poprzez stosowanie wypracowanej ramy paradygmatycznej, jak i zbioru narzędzi, do właściwej pracy badawczej, krytycznej, interpretacyjnej.
Strukturalizm to przykład takiej ram, która dobrze przysłużyła się literaturoznawstwu zostawiając w realnej przestrzeni roboty literaturoznawczej wiele poręcznych narzędzi do badania dzieł literackich.
Strukturalizm to jeden z dyskursów czasów wiary w istnienie prawdy, a może już tylko czasów wiary w możliwość jej zadekretowania, rozpięcia konstrukcji teoretycznej pomiędzy jakimiś punktami rzeczywistości, doświadczenia i myśli w granicach racjonalności bez podłoża i niezależnego świata języka ze wszystkimi jego złogami. Strukturalizm był koncepcją  umiejącą jeszcze ogniskować większe rzesze zwolenników, robotników. Jak fenomenologia w filozofii, ma wiele zasług w pogłębianiu i poszerzaniu horyzontu, doskonaleniu narzędzi, wypracowywaniu i doprecyzowywaniu języka, którym się posługują, bo nie mają innego wyjścia, zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy.
Zaprezentowane na takim poziomie ogólności uwagi dotyczące strukturalizmu można zastosować także do marksizmu i innych, również należących do sfery wypracowanych przez człowieka prawd – wiary.

Teoretycznoliterackie konteksty Markowskiego

Jak deklaruje Markowski, czytanie i nieuchronnie towarzysząca mu interpretacja jest dla niego tym najważniejszym czynnikiem i metodą poszukiwania i budowania własnej tożsamości (Charles Taylor).
U podłoża dojrzałej działalności intelektualnej Markowskiego leżą zatem przede wszystkim, jak widać, czytać i czuć, lektury nicujące Nietzschego, Derridy, Lacana, Freuda  itd. Najważniejszy jest chyba jednak Dekonstruktor, w związku z bezpośrednią relacją między zawartością dzieła Derridy a przestrzenią praktyki, w której funkcjonuje Markowski. Choć autor twierdzi pośrednio, że nie uprawia dekonstrukcji, pisząc, że nie ma i nie było w Polsce ani na świecie, poza dziełem Paula de Mana, konsekwentnego użycia metody dekonstrukcyjnej.
Zainteresowania Markowskiego wykazują uleganie nieodpartym urokom dyskursów głębi delfickiej, mam na myśli głównie Derridę, Lacana i Freuda, a także napomkniętą w tekście kabalistykę dawną.
Jest to, wydaje się, dość skuteczna strategia zaparawanienia się dyskursami słabo Tu znanymi lub niezgłębialnymi, aby konstytuować w niespokoju swą arcytrudną do ulepienia postpostnowoczesną tożsamość *.

Brakuje autorowi, jak się wydaje, odpowiedniego dystansu do wszystkich tych propozycji. Wszystkie one są niezwykle zasłużone, wybitne, wiele wnoszące.
Dyskurs psychoanalityczny jest ważny – wskazał jeden z ważnych aspektów ludzkiej egzystencji, pozaracjonalne motywacje. Filozofia Nietzscheańska wytrąciła świat z kruchego samozadowolenia w poczuciu jedyności i prawdy. Dyskurs dekonstruktywistyczny pokazał możliwości, ożywiania, przeinterpretowywania świata kultury i istotnego, swobodnego jego poszerzania – jak nie ma prawdy, to niech będzie rozpleniające się bogactwo, znaczeń, światów.
Są to wszystko ważne tropy, konstatacje, wskazanie zakrytych przestrzeni, niejawnych motywów, a nawet prób zaradzenia trudniejszej sytuacji w bardziej skomplikowanym świecie.
Markowski mówi o języku, o narzędziach profesjonalnych płynących z przygotowania merytorycznego, z profesjonalnych kategorii literaturoznawczych (wypracowanych m.in. przez strukturalizm). Tu właśnie ujawnia się pewne rozdarcie, przesunięcie, różnica.  Markowski z jednej strony jest profesorem i profesjonalistą, więc musi uznawać dorobek dziedziny, posługiwać się nim zręcznie - z drugiej zaś jest obcym elementem destabilizującym System, instytucje i proces rozwojowy, jak powiedziałby Kuhn, „nauki normalnej”.
To jawna dezercja i konformizm - to tu właśnie w dziedzinie narzędzi powinna odbywać się walka o nowe postpostmodernistyczne zakorzenienie, o teorię interpretacji, o nowy język. To tu jest coś do zrobienia, tu ma miejsce zakorzenienie Starego - spętanie, przemoc złogów tradycji.

Idolatria polibałwanowa zamiast idolatrii monobałwanowej

Markowski zarzuca Markiewiczowi nadmierne skrępowanie oraz idolatrię języka i metody strukturalistycznej.
Głoszenie swobody do użycia narzędzia do tekstu powinno być konsekwentne. Mówienie o pochylaniu się nad tekstem i oddawanie mu ponowoczesnej sprawiedliwości (jakże różnej od nowoczesnej - gdy się nie wysadzi w powietrze obiektu kultury, to nikt już nie będzie pamiętał o jego istnieniu) skutkować powinno wypracowywaniem języka indywidualnego, prywatnego (od łacińskiego źródłosłowu - wyzutego, pozbawionego - jego mitowych obciążeń) dostosowanego do dzieła albo do interpretatora. Posługiwanie się pewnym językiem (Lacana, Freuda, Heideggera, kabały), uznanie określonego, nie zaś własnego języka, jest przejawem idolatrii, a używanie za każdym razem, do interpretacji jakiegoś tekstu, innego języka, innej teorii jest objawem idolatrii polibałwanowej. Ta strategia jest trudna do pogodzenia z idiomatycznością i osobnością każdego tekstu, z jego poziomem uwikłania, wielopłaszczyznowości i wielowątkowości, z jego językiem.
U Markowskiego następuje przesunięcie z innowacyjnego antysystemu Derridy, który w każdym dziele poszukiwał właśnie jego idiomatyczności i oddawał mu swoistą, bolesną dekonstrukcyjną cześć, do innowacyjności multidyskursowej, bez wytwarzania narzędzi własnych, poręcznych do konkretnego tekstu.
Ponadto konstrukcja Interpretatora, nadmierna innowacyjność, jest sprzeczna z postulowaną potrzebą istnienia, a zatem i tworzenia teorii jako teorii interpretacji. Postulowana teoria interpretacji nie jest w stanie nadążyć za realizacjami, aktualizacjami – egzemplifikacjami typów interpretacyjnej roboty. A teoria sprowadzająca się do odkrycia faktu, i analizy procesu przed przystąpieniem do lektury oraz deklaracja o odprofesjonalizowanej wolności profesjonalisty do wyboru metody i języka interpretacji, nie jest satysfakcjonująca.
Może się jedynie sprowadzać do bardzo silnych retorycznych gestów uzasadniających, w samym exemplum, innowacyjność przeciwko całej tradycji czytania tego konkretnego dzieła interpretowanego.
Markowski, co godne dziwu, za każdym razem wykonuje gest odrzucenia fundamentalnego całej tradycji, a tych jej nielicznych przedstawicieli, których nie odrzuca, dekonstruuje, gest to jak w rasowej filozofii, dokonującej istotnego zwrotu w tradycji.
Mam czasem wrażenie, że, widać to zarówno w dziele, jak i w autorefleksji Badacza, dogmatyczna niesystemowość, tak efektowna i pobudzająca dla umysłów otwartych i dojrzałych (niedojrzałym może szkodzić), jest dla samego Interpretatora pułapką. Z boku może wyglądać tak: są dwa bardzo zasobne zbiory - zbiór narzędzi, w którym pomieszczone są dobrze znane koncepcje filozoficzne, z drugiej zaś strony zbiór dzieł (literackich, a właściwie dzieł humanistyki) - Tekstów. Wystarczy wyjąć Tekst z jednego kuferka, a później wyjąć narzędzie z drugiego.
Przyznaję, jest to w naszych relatywistycznych czasach prowokacyjne antidotum na oczywistą ciasnotę przypisywaną tym, którzy mają w swojej skrzyneczce narzędziowej tylko młotek lub, co współcześnie do tego samego się sprowadza, narzędzie w postaci pieczołowicie i w mozole tworzonej przez pokolenia wyrobników - tradycyjnej, odwróconej piramidy posadowionej na przypadkowym historycznym gruncie, tj. ruchomym piasku.
Aby powiedzieć coś nowego w temacie, w którym powiedziano już wiele, można albo być boleśnie konsekwentnym w używaniu jednego narzędzia, albo użyć innego narzędzia właściwego dla tego samego procesu, lub też użyć nowego narzędzia z innego procesu obróbki.
Wszyscy piłują piłami: jeden piłą tarczową na statywie, inny piłą łańcuchową, trzymając ją w ręku, jeszcze inny piłą płatnicą, kolejny laserem, a innowatorzy próbują piłować kombinerkami, to się może udać, ale narzędzie, które stworzone było do innego typu zadań, zużyje się w tym sobie obcym jednorazowym zadaniu. Tę strategię porzucania raz użytego narzędzia widać, a nawet jest deklarowana.
Są dzieła otwarte, niedające się pożreć interpretatorom. Jest tylko kwestią, co i jak bardzo sterczy z brzucha interpretatora.
Dzieło interpretatorskie Markowskiego wydaje się być dziełem silnego osobistego gestu retorycznego, ale liczę na to, że będzie wkrótce dziełem prawdziwie rewolucyjnym.

Troski i cele Markiewicza

Nie można żyć w chaosie i obejść się bez dobrych wzorców literaturoznawczej roboty, czy to systemowych, czy też indywidualnych - reprezentowanych przez wybitnych badaczy literatury.
Projekcja tych potrzeb na konsumentów literatury i twórczości literaturoznawczej.
Tworzenie i dokonywanie zmian w literaturoznawstwie metodą ewolucyjną.

Troski i cele Markowskiego

Życie w przeświadczeniu, że świat po Nietzschem i Derridzie nie jest i nigdy już nie będzie taki sam, jak dawniej, w pewnym sensie sprowadza się to do uznania absolutnej prawdy relatywizmu jako punktu wyjścia myślenia, i poszukiwania substytutu starej prawdy w innym miejscu, w podmiocie (który jest i pozostanie długo albo na zawsze osiową strukturą naszego myślenia, ostatnią osią ratunku).
Troska o życie pośmiertne dzieł klasycznych stawiana jest przez Interpretatora jako główna motywacja pracy badawczej-interpretacyjnej. Wygląda to na podsumowanie (po robocie), wnioski z roboty wykonanej, nie zaś na werbalizację motywacji towarzyszących zabieraniu się do pracy badawczej.

Ostał Ci się ino JA **


Nie sposób się nie zgodzić z Markowskim w jego pochwale subiektywności - ja też wybieram JA, to znacznie bardziej efektywna, a może być także bardziej efektowna, droga, niż u Wyspiańskiego. 

Markowski, Akademia i wartości


Markowski jest profesorem Akademii. Do Akademii chodzą młodzi zagubieni ludzie. Młodzi, jak to młodzi - poszukują i buntują się. Młodzi są pełni nadziei i wartości bezkompromisowych. Świat jest rozbity. Stare mocne osie trafiło. Jest kilka mniejszych o słabej i pozornej mocy organizującej. Tradycja jest, ale jest jakaś nudna i ułudna. Instytucja Akademii daje przytulisko, a może dumę (Najstarsza), ale raczej do prężenia się na zewnątrz. Tych ludzi trzeba jakoś zająć, jakoś prowadzić.
Pewnie najlepiej budując ich wewnętrzną  moc -  na ich uzbrojonej niezależności.     

Pusty firmament i pies

Nie jest tak, jak wygląda, tj. że nie zrozumiałem argumentacji, parafrazy o psie i kocie prof. Markiewicza. Postanowiłem wykorzystać ją instrumentalnie, zinterpretować demonicznie, stawiając Markowskiego po stronie psiej.
Markowski jest jedną z nielicznych gwiazd na obłym firmamencie polskiej humanistyki, ta gwiazda ma na razie ogon podobny do ogona komety. Mam nadzieję, że zmieni się ona w gwiazdozbiór (Psa). 
Trzeba Interpretatora gryźć, nie oszczekiwać z daleka, bezwzględnie krytykować, aby utrzymywać w stałym kreatywnym napięciu, co umożliwi jeszcze bardziej zajadłą krytykę. Ale do tego trzeba być psem i to rasy wyhodowanej do walki.
Wszedłszy między psa i kota w sporze można wyjść tylko pogryzionym i podrapanym.  Zobaczymy?
I na koniec: zawsze zadaję sobie pytanie, najczęściej kiedy widzę gest intelektualny bez wyrazu, idealnie obły i nikomu nie potrzebny, po co powstał, jaki jest jego sens? Ale także, gdy pojawia się wymarzony gest wyrazisty, nowatorski, to po znacznie dłuższym namyśle, pojawia się pytanie „po co?” Czemu to ma służyć? (ale jest to pytanie staroświeckie, teleologiczne, metafizyczne)
A kto będzie zbawiał świat!?

1 O kryzysie w literaturoznawstwa, z Henrykiem Markiewiczem rozmawiał Maciej Nowicki, "Europa" 2005 nr.32


spiżarnia

*      słowo lub zwrot domagający się eseju
**    słowo, zwrot lub akapit domagający się książki

marek.kozicki@dynamis.pl

 

 
     2007-01-10 12:56:32
MNIEJ KASZY, WIĘCEJ MIĘSA! Wasz PIES i KOT
 
     2007-01-18 12:19:05
Nasz PSIE I KOCIE. Czekamy, aż zmierzysz się oko w oko z problemem - WIĘCEJ MIĘSA!!!

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas