poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Anna Kapusta
Preclarki

   Kim są? Skąd przychodzą? Wyrastają z chodników o świcie zanim światło słoneczne zacznie oświetlać ich chodnikowe twarze. Nigdy nie mówią o sobie. W oczach także mają chodnik. Szarość zmęczenia, która odbiera człowiekowi nawet zmarszczki mimiczne. Znikają o zmierzchu zabierając ze sobą sól, mak, sezam i okruchy precli. Wytrząsają z pomiętych fartuchów nieme szczątki rozmów o niczym. Czasem razem z pustym wózkiem ciągną za sobą rozpacz pustego domu. Najczęściej gorycz pustej, emerytalnej kieszeni. Kobiety nieruchomej przestrzeni miasta – rogu ulicy, zaułku parkingowego. Z reprezentacyjnych ryneczków i rynków w kąt miejskiego mikrokosmosu wstawili je właściciele ogródków, zniesmaczeni ich pokaźnymi gabarytami, mrozoodporną toaletą albo podrapaną gablotą na precle. Krakowskie preclarki. Mistrzynie walki z drobnym głodem drobnych posiadaczy bilonu. Idę ich krakowskim szlakiem. Podążam zgodnie z jedynymi takimi nieruchomymi punktami w wibrującej masie ludzkiej listopadowego popołudnia. Nie jem precli. Spoglądam tylko na wyprane dłonie zanurzające się w chlebowej wariacji na temat produktu zastępczego, niezrobionej z lenistwa albo pośpiechu domowej kanapki. Ręce do łokci zapadają w preclowej hałdzie, w parującej jeszcze ciepłem piekarni popołudniowej dostawie. Wyławiają na życzenie przesolone albo wyjątkowo makowe egzemplarze. Zrogowaciałymi opuszkami palców wyłapują czas wypieku – biologiczny zegar precla. Chociaż i tak zawsze zapewnią pytającego, że dzisiaj naprawdę świeże…
   Chowam aparat fotograficzny do plecaka, nie chcę zabierać preclarkom twarzy. Może pod grubą warstwą kremu, przed wiatrem, słońcem, mrozem i spojrzeniami, kryją się jednak profile szlachetnych dam. Przemienionych miłością kopciuszków albo przynajmniej dobrych wróżek – matek chrzestnych wygryzających z precli sól, słodkich dziewczynek. Nie zapisuję także nazw ulic. Preclarki są wszędzie obok aorty miasta. Tkwią w krwiobiegu centrum, ale nigdy nie próbują forsować pompy ssąco-tłoczącej, serca, czy jak mówią zwykli rzeczywiści i niemetaforyczni spacerowicze, rynku. Bez względu na miejsce preclowych peryferii zawsze daleko im do strategicznych rozwiązań ratusza. Zazwyczaj unieruchomione geologicznie nieprzepuszczalną warstwą swetrów nie mieszczą się również w kadrze zagranicznym turystom. Zresztą oni nie kupują precli od preclarek. Wolą te higienicznie zapakowane w niezniszczalną, foliową osłonę z najbliższego sklepu. Preclarkom nawet ten stan rzeczy odpowiada, nie mówią przecież po obcemu. Jeśli mówią to tylko o sprawach nieistotnych, a jak wiadomo o takich najlepiej mówi się po polsku.
   Nie pytam ich o żadne życiowe i nieżyciowe historie – wszystkie są nierzeczywiste. Nie zbliżam się też do wózka z preclami. Mogłabym sprowokować preclarski słowotok o maku, soli i sezamie, czyli ludzkie milczenie wobec niezrozumiałej przestrzeni wkraczającej wraz z Inną Istotą Ludzką. Jestem bowiem Inną. Nie jem precli.

kapanna@wp.pl

 

 
     2007-01-13 17:11:08
urzekłaś mnie plastycznością swojego opisu. i tym, że schowałaś aparat. pozdrawiam gorąco mimo środka zimy:-)
 
kapanna@wp.pl     2008-02-21 23:23:02
ludzki dramat.

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas