Co to może znaczyć – „słupki liryczne”? Zacznijmy od słupków. Kto je wbijał i po co? Czemu mają służyć, obrastając mchem glonów? Takiej miej więcej treści pytania powracały do mnie podczas lektury tomiku poetyckiego Andrzeja Sulikowskiego pt.
Słupki liryczne. Teraz, gdy patrzę na zamkniętą już książkę, pytania te powracają u progu mojego pisania, u progu mojego pisania o poezji.
O CZYM PISZE KRYTYK PISZĄCY O POEZJI? Były czasy, w których krytyk piszący o poezji znał swój przedmiot. A były to czasy nie tak odległe. Poezja była dziedziną odrębną, mówiło się nawet o rodzaju literackim, jakim była twórczość liryczna. Wiadomo było, jakie chwyty, jaki rodzaj specjalnej organizacji, realizacja jakiego wzorca wersyfikacyjnego systemu etc., poświadczają autonomiczność wypowiedzi poetyckiej. Od tego czasu kilkakrotnie ogłoszono już śmierć poezji. W poezji polskiej rok 1970 okazał się symbolicznym rokiem „apokalipsy” wiersza polskiego (to stwierdzenie Marii Dłuskiej, która wobec poezji Nowej Fali ogłaszała nadejście czasów antywiersza). We wrześniu 1970 Jerzy Kwiatkowski w I części swego
Notatnika donosił: „W „Odrze" Tadeusz Różewicz znów ogłasza niemożność poezji”. Powtarzane współcześnie pytania o „koniec poezji” (por. choćby tekst pod takim tytułem Grzegorza Jankowicza poświęcony poezji Andrzeja Sosnowskiego) wydają się jedynie zadawaniem starego pytania w nowej formie.
Czy krytyk piszący o poezji jest dzisiaj dziwakiem pielęgnującym urojenie? Czy krytyk, żeby pisać (ponownie) o poezji musi dosiąść (ponownie) Pegaza i zgładzić potworną Chimerę, potwora wmawiającego mu, że przedmiot jego najwyższej troski nie istnieje?
Zanim dosiądę Pegaza i zacznę marzyć o heroicznych bojach, zanim zacznę uprawiać donkiszoterię wrócę jednak do cytowanego tekstu Kwiatkowskiego. Krytyk pisał kończąc swą notatkę:
„Tak więc nie mogłem sobie pozwolić na dłuższą dyskusję nad problemem, czy poezja jest możliwa, czy niemożliwa. Musiałem bowiem napisać o tym, że pojawił się nowy poeta”.
Nie podejmuję się odpowiedzi na pytanie „O czym pisze krytyk piszący o poezji?” Nie dlatego że pytanie to uznaję za mało interesujące, ale dlatego że mogłoby mi nie starczyć czasu i energii na napisanie o wierszach Andrzeja Sulikowskiego.
SŁUPKI LIRYCZNE By przybliżyć się do odpowiedzi na postawione na wstępie pytanie o znaczenie frazy „słupki liryczne” warto, jak mi się zdaje, na początku przyjrzeć się słowom wpisanym w wiersz
Do profesora Henryka Markiewicza (pamiętając, że wymiana myśli toczy się na poziomie wtajemniczonych, teoretyków literatury). Padają w nich słowa lapidarnej diagnozy:
„umierała poezja stroficzna
odrzucano wyznaczniki
numeryczne
rozmywały się obrazy
zanikały rymy
(…)
nie było więc strofiki
pozostały różewiczowskie skupienia
nierzadko arcymistrzowskie
zaprzepaszczano rymy
zmęczyliśmy się przenośniami
awangardy
i niemęskich postmodernistów”
Przeżyciem pokoleniowym autora tych słów był więc koniec pewnego modelu poezji. Odwołując się ponownie do teorii wiersza polskiego Marii Dłuskiej (nie po to, żeby „zanudzać (…) / analizą wersyfikacyjną” – przed czym przestrzega Sulikowski w swym utworze – ale by zrekonstruować kontekst cytowanych słów), trzeba by powiedzieć, że odchodziła poezja kształtowana wedle wzorców metrycznych, odchodziła poezja bliska pieśni. Ten model liryki wypierany był przez myślenie o wierszu w kategoriach inspiracji retoryką kolokwialności. Tyle teoria. Stała się ona zresztą w wierszu Andrzeja Sulikowskiego jedynie pretekstem do stworzenia własnej definicji wiersza – cytuję:
„garść myśli / pisanych w słupku”.
Co to znaczy? Pierwsze wytłumaczenie pochodzi z cytowanego tu wiersza – spisywanie myśli w słupku ma swą motywację w upodobaniu persony tego utworu wywodzącym się jeszcze z podstawówki, kiedy to odrabianie lekcji z arytmetyki – owocujące „przyrastającymi kolumnami” – było szczególnie ulubionym zajęciem. Wytłumaczenie biograficznej natury daje się jednak czytać także metaforycznie – garść myśli (bezładnych, przypadkowych) daje się porządkować w kolumny, zapis wierszowy – tak jak algebraiczne słupki obiecuje stabilność układu. I tak też się dzieje w całym tomiku Andrzeja Sulikowskiego – wydaje się, że naczelnym zadaniem jest tu „składanie luźnych wspomnień” (
Maestro Boguszewski) w wierszem porządkowane historie.
Pojawiły się tu takie kategorie jak „układ”, „stabilność”, „porządek”, a więc pojęcia, które mogłyby sugerować, że Andrzejowi Sulikowskiemu marzy się kolejna wielka narracja. Nic w tym rodzaju. Poezja ta jest bowiem „wpisywana do okolicznościowego sztambucha” (
Maestro Boguszewski), jest liryką prywatnej, osobistej obietnicy zaprowadzenia porządku. Sulikowski zdaje się więc przekonywać, że „słupki liryczne” są swego rodzaju koniecznością egzystencjalną – zapisywanie osobistych wspomnień, wrażeń, emocji, myśli w słupkach kolejnych wierszy pomaga zrozumieć swoje miejsce w tym, co zalewa na zewnątrz i od wewnątrz. Kolejna realizacja twórczości pojętej jako autoterapia? Na pewno. W żadnej mierze nie jest to jednak poezja pisana bebechami, trzewiami narcystycznego ego. „Ja” (liryczne) pojawia się tu od razu jako persona (paterfamilias), a więc byt już skonstruowany, poetycko przetworzony (persona to bliska nieco Herbertowskiej liryce roli, najwyraźniej chyba w wierszu Zwroty ciała). Co robi ów paterfamilias? Wyliczam: „wsłuchuje się / w szczebiotanie / pospólstwa skrzydlatego” (
Pusty parking), „wspomina szaty Chrystusowe” (
Pływak poranny), „przeprowadził się nad Odrę” (
Maestro Boguszewski), „stoi na mszy świętej / w Suchej Beskidzkiej” (
W dzień końca świata), „Doszedłszy do szczytu (1111 m npm) / (…) / rozkładał mapę Beskidu Żywieckiego” (
Wdzięczny), „wspomina” (
Paterfamilias wspomina żywieckich gospodarzy), „ma (…) / kłopot ze słuchem / historie licealne puszcza mimo uszu” (
Zespół (po)aborcyjny) itd. Już to krótkie wyliczenie zmusza do wypowiedzenia zasadniczego stwierdzenia – utwory Andrzeja Sulikowskiego są utworami czynności codziennych, które w wierszu staja się okolicznościowymi uporządkowaniami rzeczywistości.
Czy to wystarczy na poezję? Nie wiem. Mnie wystarczyło, by napisać o poecie, Andrzeju Sulikowskim.