Śmiałem się i płakałem. Cóż więcej trzeba? Czyż można oczekiwać więcej od lektury, od literatury?
Nowa książka Pilcha to książka teologiczna i metafizyczna zarazem. „W układaniu zdań”, „w stawianiu setnego, tysięcznego zdania” otwiera się otchłań samotności. Tym boleśniejsza, że to on, Piotr Pilch, zna i stawia obok siebie dwie skrajne postaci życia, bezpieczną usensawiającą formę zamkniętą i formę otwartą, otwartą na metafizyczną pustkę.
1. Źródła
Pilchowe źródła ujawniają największą z możliwych przepaści. Przepaść między dwiema formami życia: starożytną wspólnotową i indywidualną, rzuconą. Wspólnotowa jest zamknięta, izolowana, samowystarczalna, realizująca się w jasnych i prostych regułach życia opartego na Księdze i obyczaju (pewnie już w tej postaci w tych szerokościach geograficznych nie istniejącą). Daje ona ramę, nadaje sens wszystkiemu, co jednostkowe. Ramę dającą oparcie i zarazem skrajnie zniewalającą, kastrującą to co indywidualne. Świat matecznika nie jest światem doskonałym, jego konstytucyjna określoność i doskonałość, tym jaskrawiej ujawnia wszystkie, i całkiem liczne patologie.
Rama luterańskiego matecznika to tęskna wartość harmonii. I przekleństwo. Obcina, unieważnia, a w zasadzie spycha do demonicznej podświadomości wszystkie indywidualne nie mieszczące się w prostych formach, nadmiary i rozbuchania (składowane w szafie w ostatnim pokoju). W swojej jasności i prostocie forma zbiorowa, czyni, w zderzeniu z zewnętrznym światem, jednostkową podświadomość zaludnioną całymi zastępami demonów i pragnień. Sprowadza wszystko do form podporządkowanych formom wspólnotowym i celom Zaświata, w którym odbywa się odwieczna walka Dobra i Zła.
Rama luterska jest wielka. Jej zaletą jest ujmowanie w swoją logikę i rytuał tego co jest nam tak obce, złowrogie, nieskończenie inne, tego z czym nie potrafimy sobie radzić co z przerażeniem zamykamy w szczelnych szafach, hospicjach - Śmierć. Przestrzeń i świadomość matecznika zaludniona jest duchami, one są, na swój zadekretowany sposób - są.
2. Forma w świecie
Forma Sensu realizowana jest i może być tylko w jej matecznikach, w chronionych od wieków miejscach powszedniego wspólnotowego kultu, gdzie świat nie ma dostępu, gdzie światu stawia się tamę. Gdzie nie może, także, dostać się i rozwijać w destrukcyjnych kształtach zabójczy indywidualizm, gdzie nie ma miejsce na zwątpienie, które nie jest przewidziane w tych formach życia. Wspólnota daje Sens i go zaborczo strzeże, wszelkie przejawy niesubordynacji, indywidualnego niuansowania zamyka, spycha w coraz trudniejszą do utrzymania w kupie tożsamość osobowości.
Forma Sensu realizowana w mateczniku jest poza nim nieprzydatna, śmieszna, archaiczna – staje się czystą formą.
Forma sensu wyniesiona poza matecznik wyradza się. Z jednej strony w jeszcze bardziej ochronnych, zaborczo sztywnych przejawach, w słowach, w mantrycznie powtarzanych słowach i zwrotach, które są przerażająco puste, stają się formą absolutnie czystą i zniewalającą, wzmagając przepaść między rozpadającym się światem, z nieskończoną ilością indywidualnych form, a formą w mateczniku uzasadnioną, konieczną, stanowiącą jego fundament.
Z drugiej strony zdewastowana świadomość wypełniona demonami zaludniającymi podświadomość, jest bezbronna, nieprzygotowana, wyćwiczona w zupełnie nieprzydatnych sztukach.
3. Między formą a życiem
Czym jest pisanie? czy pisanie jest formą czy pisanie jest życiem? Czy pisanie da się z życiem pogodzić? Czy dystans jaki trzeba zachować do życia aby nadać formę pisaniu pozbawia nas nieuchronnie życia? Czy żyjąc formą skazujemy się tylko na epifanijne uczestnictwo w życiu?
Czy można na czterdziestu kwadratowych metrach realizować formę i życie? Czy na stu dwudziestu metrach można i pod jakimi warunkami praktykować formę i życie? Czy możemy realizować i formę, i życie w mateczniku dobywając z szuflady gruby brulion w zielonych okładkach podczas gdy życie jest na targu w Cieszynie? Czy w mateczniku - w siatkach z targu, mamy szansę znaleźć książki i wino?
W ostatecznym rachunku ta prosta forma luterskiego życia, okazuje się pożądaną, jedyną dającą osiągalne szczęście, pozwalającą porzucić kultywowaną i tragiczną samotność. Tragizm tego wyboru polega jednak na tym, że go nie ma.
marek.kozicki@dynamis.pl
Jerzy Pilch, Moje pierwsze samobójstwo, Warszawa 2006.