poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Agnieszka Wesołowska
WIERSZE

- - - - - - - - - - -

Wieczór zapada
jak ostatnie słowo.

Nic, nic nie podejrzewaj, rabbi.
Dlaczego myślisz, że to na pewno
mróz ścina głowy ptakom
i dymy kominom.

Ja nie płaczę za mlecznymi dzbanami.
Wiesz, mój mały rabbi, że one wracają.

Chodź już. Trzeba rozpalić w piecu.
Tak, ogień obiecuje milczenie

Zawsze przed deszczem wracają, rabbi.
Na krótko, gdy jestem
pasterką ich dawnych miejsc.

Ja też nabieram wprawy
w płuca każdego dnia, rabbi.
Ja także zapadam w to słowo
w jego ostateczność


- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W żyłach krąży dzień.
Z ust ulewa się ciepła noc
jak mleko matki
i wtedy świat
pod postacią dobrego
                          nietoperza
frunie przez serce.

W jakiejś minucie ciszy
tacy sami jesteśmy –
brodaci jak krasnale,
siwi jak młode brzozy.

Ścięto drzewo.
Byłam sadem
               jednego drzewa.
Miałam zieloną koronę
i powagę rośliny.

Teraz lubię zaludnione place.
Głowy spadają
z nieba jak manna. Mówią
o śmierci, o miłości
po tych czterdziestu latach
błądzenia mojżesza.


- - - - - - - - - - - - - - -

Każdy mój powrót
to ciąg dalszy
pożegnania

Mury zwiotczały
nie mogą już dłużej
dźwigać ciebie i mnie
popękały naczynia
na stole owalnym
jak twarz

Domy pokryły się dachem
dach śniegiem
jeszcze trochę
a przygniecie nas niebo

płetwa odłamki krwi
krople kamieni

Wywierć mi dziurę w brzuchu
przeręblę w zimowym stawie
wyciągnij z niej rybę
bo nie ja jestem Jonasz

Nie mam w zanadrzu
żadnej misji
żadnego proroctwa

 

 
     2007-09-05 18:25:27
dot: Agnieszka Wesołowska Piękne wiersze. jedynie wersyfikacja lekko szwankuje

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas