| Smutek nie mieszka w oczach. Jest tam. Tak go rozpoznajesz. Tak dowiadujesz się o smutnej osobie, że jest smutna. Że zamieszkał w niej smutek. I kiedy widzisz go w oczach, to tak jakby wyglądał przez okno.
Zamieszkiwała mieszkanie. Niewielkie. Małe. Było tam wszystko, co potrzebne. Kiedy wstawała rano myślała o momencie, w którym będzie się kładła. A potem nie czekała na ten moment. Bo nie było warto. Bo był tylko rodzajem wymówki. Żeby wstać, żeby mieć poczucie, że jest po co, że warto, a nie było… Tak czuła. Tak czuła się. Ale nie czuła siebie. Dawno straciła kontakt ze sobą i swoimi uczuciami.
- Dzień dobry – powiedział sprzedawca w kiosku ruchu. Popatrzyła na niego, nie widząc go. Nie odpowiedziała na. Powiedziała tylko:
- Gazetę. Proszę Gazetę Wyborczą.
Nagle zobaczyła rząd kolorowych pudełek. W każdym dwadzieścia papierosów. W niektórych może dwadzieścia pięć. „Bez sensu” pomyślała, „po co”, i zaraz potem pomyślała o gazecie, którą właśnie odbierała od sprzedawcy z kiosku ruchu. Pomyślała „bez sensu, po co właściwie”. Ale dokładnie w tym momencie usłyszała:
- Dwa złote proszę – więc wytłumaczyła się sama przed sobą, że już za późno. I to „za późno” miało nadać sens. Czytała te gazety. Owszem. Chciała „być na bieżąco”, ale kiedy zaczynała zastanawiać się dlaczego właściwie, nie potrafiła znaleźć żadnej konkretnej odpowiedzi. Szukała jakiegoś solidnego, przekonującego wytłumaczenia. Pojawiały się różne wersje, ale na żadną nie mogła się zdecydować. Tak, że ostatecznie wszystko zlewało się, mieszało i faktycznie traciło sens. W taki oto sposób Ewa każdy element swojego życia, ważny i mniej ważny, pozbawiała sensu.
|