Grzesiowi Wysockiemu
bo nie miał go kto pouczyć
ani recenzenckiej drogi w sieci artpapierów wskazać
Zapowiadający się na powieściopisarza Ignacy Karpowicz (1976) pod szyldem
Niehalo zaoferował czytelnikom książkę sporną, bo dwudzielną... Stworzył ją bowiem z dwóch ściśle zależnych od siebie tekstów. Co ważne, nie jest to przypadek, ale celowy i z premedytacją popełniony zabieg debiutanta. Zbrodnią byłoby przeoczyć pierwszą książkę Karpowicza albo nie doczytać jej do końca ze względu na fabularne komplikacje czy utrudniającą czytanie i deszyfrację treści kompozycję.
Niehalo składa się z części realistycznej, rozgrywającej się w Białymstoku – upadającym, „katopolskim” pograniczu, i surrealistycznych wizji głównego bohatera – Maćka, który po wypadku podczas lokalnej manifestacji na nowo wędruje przez miasto, ale jak po zaświatach, odtwarzając dzieje peregrynacji. Tak nieco publicystyczny tekst o frustracjach przyszłego absolwenta polonistyki zamienia się w oniriadę, jaka potencjalnie może przejść ze sfery urojeń do „właściwego” życia... Co za tym idzie: stać się jego treścią lub realnym brakiem ciągu dalszego – gdyby nadeszła śmierć.
Złożenie „współtekstów” w pękającą – jak światy przedstawiane – całość, daje wgląd w pisarski koncept i funkcjonalność składników
Niehalo. Karpowicz postanowił skomponować z obłędów rzeczywistości, prób behawioralnych, wycinków reprezentacji polskiej „normalności” druzgocącą powieść-parabolę: o bytowaniu w cało- lub bezkształcie materii codzienności, dążeniu do jej przezwyciężenia („Próbowałem za pomocą kłamstwa [...] odkłamać świat”).
Można by pokusić się o stwierdzenie, że tekst usiłuje sprostać „naszym” czasom, przestrzeni boleśnie dotykającej i konstruktorów, i ofiary narodow(ościow)ego czy pokoleniowego obłędu. Powód niniejszej tezy brzmiałby tak: bohater-narrator wyrzuca, co jest – podążając za tytułem – „niehalo” w kraju nad Wisłą. Czyniąc to wprost oraz w szeroko rozpostartych metaforach, stylizacjach, odwołaniach do kodów literackich (
Mistrz i Małgorzata Bułhakowa,
Mała apokalipsa Konwickiego) i kulturowych (symbole, nawiązania do mitologii, historyzm, antropocentryzm). Tak pospiesznie ujęcie ogranicza jednak sensy i rozległość problematyki
Niehalo.
Warto zwrócić uwagę na to, że Karpowicz brutalnie zderza bądź kontruje wizje „dwóch cywilizacji”: jednostki („prywatność”) i zbiorowości (oślepiony ideologicznie i światopoglądowo lud „katopolo”). Różnią się one genezą, taktyką działania oraz traktowaniem zarówno (współ)uczestników zdarzeń, jak i biernych świadków. Chociaż wymowne role w grupie/społeczności mogą się też zmieniać czy ścierać ze sobą. Współtworząc w ten sposób spójną konstrukcję „reality made in Poland” lub jej przeciwdziałając. W sporach o racje czy wizje rzeczywistości grzęźnie powieściowy Maciek. Stwierdza on w sytuacji granicznej: „przestałem być kompatybilny z rzeczywistością, nagiętą już do sytuacji, w której słowa nie odpowiadają w żaden sposób faktom, a każda próba przywrócenia... sam nie wiem.... mitycznej odpowiedniości owocuje rozchwianiem otoczenia? Albo sprawcy?”.
Powieść zestawia też „dwa porządki” rozumienia i interpretacji świata. Pierwszy ustalają samodzielnie „świadomi” albo twardo stąpający po ziemi, a drugi – osoby ulegające wyimaginowanym, podrzuconym przez innych wizjom siebie i otoczenia. Samo życie? Niech odpowiedzą sobie czytelnicy książki i baczni obserwatorzy świata: Halo i „Niehalo”.